• Wpisów:11
  • Średnio co: 113 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 22:49
  • Licznik odwiedzin:1 353 / 1361 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Witajcie moi mili!
Dziękuję z całego serca za pomaganie mi w ogarnięciu bloga, mojego stylu pisma i udzielaniu mi choć nikłej pomocy przy tym wcale niełatwym zajęciu. Wstawianie tutaj postów jest dla mnie sporym wyzwaniem.Czemu? Otóż (jak się domyślacie) również chodzę do szkoły... Ale was zaskoczyłam .-. . Owa placówka znajduje się pół godziny drogi od mojego domu. Owszem mogę ją pokonać autobusem. Ale wtedy musiałabym doliczyć jeszcze kilka minut za czekanie na autobus. Po szkole odrabianie lekcji zajmuje mi ok. 2 godziny (czasami mniej). Jeżeli mam napisać wypracowanie(co jest niestety częste) na j. polski, tudzież angielski (no i ewentualnie francuski) doliczyć trzeba jeszcze 30min-1,5godz. Tak więc, jeżeli kończę lekcje o 15: 00, po skończeniu wszystkich czynności jest 18:30. Nie wspominajác o tym, że ja te rozdziały muszę jeszcze napisać. Mam na swoim telefonie specjalny notes, w ktörym jest po kolei każdy rozdział, każda postać i adnotacja. Zaczynając bloga miałam 6rozdziałów gotowych, a więc mogłam dodawać spokojnie rozdziały codziennie. Teraz jednak jestem o pół rozdziału na plusie. Jeżeli moje opowiadanie ma być napisane bezbłędnie - muszę kilkukrotnie je przeczytać przed jego dodaniem. Jeżeli nie mam na to czasu, to nie mogę tego zrobić. Hejterzy pytają: to po co zakładałaś bloga, skoro nie masz na niego czasu? Ja ten czas mam. Tylko nie zawsze dużo. Czasami trzeba gdzieś jechać po szkole i wraca się o 20: 00. Jak wtedy napisać, sprawdzić i dodać rozdział? Nie da się. Mam swoje priorytety i nie chcę ich naruszać.
Dochodząc do końca mojej dłuuuugiej wypowiedzi: blog zawieszam na tydzień, abym miała czas do nadrobienia kilku rzeczy. Za tydzień wstawię kolejny rozdział i kontynuuję pisanie tutaj.
Jeżeli ktokolwiek został urażony poprzez ten wpis - przepraszam.
Mam nadzieję, że nie zostawicie mnie samej i poczekacie do kolejnego rozdziału :3
Paa
 

 
Ugh...-wsrtałam z zimnej, białej podłogi-G... gdzie jestem?
Zaczęłam rozglądać sie po pomieszczeniu. Nic. Sama biel... Troche klaustrofobicznie... Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że od śmierci mamy mało zwracałam uwagi na otoczenie... pogodę,ubrania innych ludzi... OPINIĘ innych ludzi...to źle...
-Elisabeth Moore... anioł trzeciego rzędu... szkolenie udane,bla,bla,bla... Opowiadaj, jak na dole!-odezwał się czyjś głos za moimi plecami.
Gdy się odwróciłam zobaczyłam chudą, cudnej urody blondynkę.Jej karnacja była śnieżnobiała.Włosy opadały jej na ramiona. Miała na sobie białą sukienkę, idealnie do niej dopasowaną. Ale to nic... klaustrofobiczne pomieszczenie-to nic, dziewczyna, która pojawiła się znikąd,spoko... ale... skrzydła?! ona ma skrzydła...to ANIOŁ!Mimo to wyglądała znajomo...
-YYY...słucham?
-Aghhh... no tak, zasiedziałaś się...
-Słucham?
-Każdy anioł,jak pierwszy raz zostanie człowiekiem-rodzi się, później dorasta...ale nigdy nie dożywa dorosłości...zawsze popełnia samobójstwo, a to dlatego, że życie na ziemi sprawia mu ból... To co śmiertelnicy nazywają intuicją podpowiada mu, że musi to zrobić... i nie wytrzymuje...zabija się... Tak, jesteś aniołem, tu masz na imię Candy, tak nic nie pamiętasz, tak kojarzysz mnie. Jestem Angela.-wyciągnęła do mnie rękę.
Dotknęłam jej dłoni i jakiś impuls elektryczny przeszedł po mnie, przez co dostałam dreszczy.
Nagle sobie coś uświadomiłam.Mam skrzydła?Odwóciłam głowę, to co zobaczyłam przeraziło mnie i zachwyciło zarazem.Mam skrzydła! Piękne, śnieżnobiałe, puchate skrzydła!
-Haha... nie spodziewałam się tego-powiedziała Angela- nie podejrzewałam,że tak się zachwycisz...Wcześniej ci się nie podobały...ale do rzeczy! To twój talizman. -wręczyła mi naszyjnik
-Biżuteria?-zapytałam zdziwiona
-Przyjrzyj mu się.
Zrobiłam co mi kazała. Na stebrnym łańcuszku wisiały dwa skrzydełka, z tego samego surowca. Ale to nie to przykuło moją uwagę. Zainteresował mnie malutki szklany flakonik w kształcie lejka, wypełniony niebieskim płynem.Co to? -Eliksir- powiedziała Angela, jakby czytała mi w myślach -Nadejdzie moment kiedy będziesz zmuszona zamienić sie w człowieka, gdy będziesz tam na dole.
-Nie na odwrót?-przestraszyłam się
-Nie, na dole będziesz aniołem, ale pewnego dnia wypijesz eliksir.Żeby móc wrócić po prostu się zabijesz.-odparła niewzruszona.
-No to mnie zdziwiłaś...
-Ale teraz najlepsze! Wibierzesz sobie stój, który będziesz nosić! Każdy jest zaprojektowany specjalnie dla ciebie, każdy będzie dobrze na tobie leżał ! To co mam na sobie? Spojrzałam w dół i zobaczyłam idealnie białą sukienkę do kolan przewiązaną złotym sznurem. Założyłam naszyjnik.
-Oh! Lady Candy?!-powiedział jakiś trzeci głos
***
-------------------
Wybaczcie, ale miała. Maluuutkie zaległoścci ;*
  • awatar Gość: Ach, i przecież. Człowiek nie jest aż takim słabym stworzeniem, by zabić się po tym, jak jakaś dziewczyna na niego naskoczy. Rozumiem, że Elisabeth ma problem ze swoim ojcem, ale nie przesadzajmy. Samobójstwo to poważna decyzja, którą jest bardzo trudno podjąć, a nie - "Shejtował mnie ktoś, idę się zabić." A cięcia po żyletce nie goją się miesiąc. Już po kilku minutach pojawia się strupek, więc stwierdzenie, że cięcia po żyletce były ledwo zagojone po miesiącu to bzdura. Podrapał Cię kiedyś kot? Już kilka chwil bo podrapaniu, pojawia się strupek, prawda? No i tak właśnie jest, ponieważ krew łatwo krzepnie, żebyśmy nie wykrwawili się na śmierć od zwykłego przecięcia nożem. Chyba że Alan ma jakieś wyjątkowe problemy z krzepliwością krwi, ale wtedy to powinien brać leki, bo to jest niestety bardzo niebezpieczna choroba (można umrzeć nawet od zwykłego krwotoku z nosa, ponieważ krwi nie da się zatamować!).
  • awatar Gość: Zgadzam się z Angie, wszystko dzieje się zbyt szybko. Najpierw się zakochała w Alanie po dwóch dniach, potem jeszcze ten wątek z jego byłą dziewczyną, a teraz się zabiła. Przystopuj trochę. W opowiadaniach mogłabyś też zawrzeć więcej opisów miejsc, w których Elisabeth się znajduje, jej wewnętrznych przemyśleń i przeżyć. Na razie jedyne, co pojawia się w Twoich opowiadaniach to dialogi i nie można sobie tak naprawdę nic wyobrazić. Poza tym, interpunkcja, interpunkcja, interpunkcja. Poczytaj gdzieś w internecie, jak zapisuje się dialogi, bo to naprawdę razi. Po myślniku powinna być spacja, po znaku interpunkcyjnym również. Czyli - - Och! Lady Candy?! - powiedział jakiś trzeci głos. Nie zapominaj o kropkach na końcu zdania. No i jeszcze literówki, warto sprawdzać pracę przed wstawieniem jej do sieci, i ortografia, bo trochę z nią u Ciebie słabo. Pozdrawiam Cię gorąco.
  • awatar Not all angels have wings.: @Askowiczka Angie: Dzięki, że wyraziłaś swoje zdanie, na temat tego,co piszę :3 tak mało osób to robi ;/ Co ona będzie tam robić? Podchwytliwe pytanie=podchwytliwa odpowiedź -nic... Czemu?Jak to możliwe? Następny rozdział nieco wam pomoże się zorientować ;*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
PERSPEKTYWA ALANA

-Nawet nie waż się tego robić! Elisabeth, proszę!...
-Wybacz-głos jej się załamywał
Co robić?! Muszę wyważyć drzwi!
Drzwi nie były solidne, więc po jednym uderzeniu zostały z nich drzazgi.
Wziąłem Elisabeth na ręcę. Jest nieprzytomna...ułożyłem ją na podłodze.Wyjąłem plastry z torby i ponaklejałem je mocno. Przetrząsnąłem całą łazienkę w poszukiwaniu bandaży. Były w szufladzie. Owinąłem nimi mocno ręce dziewczyny, aby zatamować krwawienie.Ponownie wziąłem Elisabeth na ręce, owijając ją wcześniej ręcznikiem. Wybiegłem na podwórko, wsiadłem do auta układając Elisabeth na tylnym siedzeniu. Jadąc wysłałem Chloe sms'a,by przyjechała do mnie jak najszybciej.Ja w tym czasie znalazłem się pod domem. Ciocia i wujek są w kinie.To dobrze.Wyjąłem dziewczynę z auta i pobiegłem szybko do pokoju. Słyszałem bicie jej serca... Położyłem ją na moim łóżku i klęknąłem przy niej, trzymając jej rękę i modląc się,abym zdążył.
-Jestem kotek!Chciałeś czeee....hymm..-Chloe stanęła w wejściu do pokoju.
-Masz to, czego chciałas. Zadowolona jesteś?!- Wstałem gwałtownie, przy okazji puszczając rękę Elisabeth.
-Aż tak poważnie to potraktowała?Hahaha...! Głupią sobie wybrałeś.
-Nie nazywaj jej głupią! Jest mądrzejsza od ciebie i twoich psiapsiułek razem wziętych!-Nie mogłem się opanować -Nidy nie było i nie będzie nas! Nie chcę cię znać! Nie jestem pewien,czy nie zabiłaś jedynej dziewczyny jaką pokochałem od lat!Jeżeli tak, już możesz iść po nóż.
-Ej,ej, co tak ostro? Spokojnie...
-Ja ci dam spokojnie...!Ona nie może umrzeć! Rozumiesz?!
-Alan...Przepraszam...-odezwał się trzeci głos
-Elisabeth?! -padłem na kolana przed łóżkiem
-W...wybacz... mi...
-Elisabeth!Nie,nie odchodź! Proszę -Wiedziałeś,że osoby, które się kaleczą, to anioły, które nie potrafią żyć w tym świecie?Będę nad tobą czówać...-pojedyńcza łza spłynęła jej po policzku.-Na mocy anioła trzeciego rzędu zaklinam śmiertelniczkę rzędu dziesiątego-Chloe Mc'Lean na śmierć bolesną, długą i okrutną, za oszukiwanie innych osób, co doprowadziło do ich śmierci. Amen.-powiedzała i zamknęła oczy.
***
-------------------
Wybaczcie opóźnienie ;-;
 

 
Kolejny już raz dzisiaj przemierzałam korytarz. Wczoraj obiecałam Alanowi,że jak coś będzie się dziać najpierw mu powiem, później pomyślę o samookaleczeniu.
-Monica, Bridget, patrzcie kogo tu przywiało...- uśmiechała się złośliwie blondynka
- Czy to nie ta dziewczyna, która klei się do Alana?... TWOJEGO Alana?-Monica, chamska brunetka uśmiechała się złośliwie.
-Trzeba jej coś uświadomić...Chloe?-Bridget poprawiła swoje blond włosy
-Słuchaj mała... Alan cię nie kocha, jesteś niczym... rozumiesz? N I C Z Y M! On chce chodzić ze mną... dziś rano powiedział mi, że chce owinąć cię wokół palca, tylko po to by złamać ci serce. To mnie tak naprawdę kocha. Zrozumiałaś? Świetnie, ja muszę iść.-blondynka odeszła.
Stałam tak na korytarzu, otempiała jeszcze kilka chwil.Do oczu napłynęły mi łzy... Wybiegłam ze szkoły, mijając Alana,który szedł za mną i cały czs wołał abym stanęła, powiedziała mu o co chodzi, co mi jest,bla,bla,bla ... miałam dość wszystkich. Do domu nie miałam daleko, więc po kilku minutach wchodziłam do łazienki. Alan stał pod drzwiami od pomieszczenia, w którym się zamknęłam. Z szafki wyjęłam za dużą koszulę i weszłam do niej z żyletką w dłoni.
-Elisabeth... błagam nie rób tego!Wiesz,że mi na tobie zależy....
-No właśnie nie wiem... Wiem, że kochasz Chloe, a ja jestem twoją zabawką.Nie mam już nic na tym świecie.... Może w tamtym będzie lepiej...
-Co ty pieprzysz?! Chloe???? Nic między nami nie było, nie ma i nie będzie, namieszała ci w głowie! Wysłuchaj mnie!...proszę...
-Alan ... - Tak? Coś się stało? Elisabeth?!
-Przepraszam, że żyję... Już nie będę...
***
--------------
No... Wstawiłam :3
 

 
-Mam pytanie...-zaczęłam
-Tak?-Alan grzebał w jednej z szuflad
-skąd wiedziałeś, że pod moim rękawem będą...no wiesz...czemu nie zadawałeś setek pytań, jakby to zrobił ktokolwiek inny? czemu nie krzyczłeś?-nadal sidziałam na łóżku.
Chłopak znalazł 'to coś' czego szukał w szufladzie, podzedł,klęknął przede mną, po czym złapał moje ręce i delikatnie podciągnął mi rękawy.Poszukiwanym przedmiotem była paczka plastrów. Zaczął przyklejeć mi je na rany.
-Też się ciąłem...Kilka lat temu umarli moi rodzice...Od tamtej pory mieszkam tutajz ciocią i wujem,którzy z początku nie byli dla mnie mili...-podciągnął rękawy swojej bluzy i pokazał rany zadane żyletką.Niektóre były świeże.
-A te-pokazałam kilka ledwo zagojonych-nie mają nawet miesiąca..
-Spostrzegawcza jesteś...Ciocia nagle przypomniała sobie o moim istnieniu...
-Są tutaj?-spojrzałam mu w oczy
-Nie, pojechali do sklepu.
-Co ci robią? -Co ci robią?
-Czasami biją, czasami rzucają szklanymi butelkami...-spuścił głowę
Pojedyńcza łza spłynęła mi po policzku. Nie ze współczucia, ale bezsilności... Nic nie mogę zrobić...
***
------------------
Sorrrki,że taki krótki.... W ramach przeprosin zaraz dorzucam następny ;**
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Alan dalej trzymając mnie za rękę pobiegł na wyższe piętro, otworzył drzwi na przeciwko schodów, wbiegł do środka, posadził mnie na łóżku, a sam klęczał przede mną.
-Czemu?-patrzył na mnie z zatroskaniem w oczach
-Długa historia...-spuściłam wzrok
-Spokojnie...-gładził moją zranioną dłoń-wysłucham...-spojrzał mi w oczy
- Mój ociec jest alkocholikiem...Od kiedy się urodziłam, po pijaku bił mnie i moją mamę. Zawsze starałam się ją bronić, albo pocieszyć... Miesiąc temu zmarła w wypadku samochodowym, wywołanym przez mojego ojca...-łza spłynęła mi po policzku. Wyjęłam z kieszeni chusteczkę i delikatnie starłam z kości policzkowej korektor, który kamuflował zostawionego przez ojca siniaka.
-To przez niego?-blondyn patrzył mi w oczy
Nie mogłam wymówić nawet słowa. Pokiwałam potakująco głową.
-Nie płacz...-gładził mnie po policzku i wytarł mi łzy.
-Nie powiesz nikomu?...-głos mi się załamywał Chłopak usiadł obok i mocno mnie do siebie przytulił
-Obiecuję.Ale musimy coś z tym zrobić...-głaskał mnie po głowie
-Nie przeszkadza ci to, że się tnę?
-Każda księżniczka ma jakieś wady, bo nie byłaby księżniczką... Powiem ci coś... Może krótko się znamy, ale...kocham cię...już któryś tydzień patrzę na ciebie na przerwach, gadałem o tobie z Evanlyn...
Jednak to prawda...Alan Cathy mnie kocha...MNIE....
-Elisabeth...powiedz coś...!
-Ja...ja ciebie też kocham...-wyłkałam
Poczułam, że blondyn zaczął swoboniej oddychać. Ulżyło mu.
-Teraz nie płacz...Razem damy radę...
***
-------------------------
Po tym rozdziale zaczyna się dzień, w któm napewno kogoś znienawidzicie ;*** postaci będą na asku!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Wsiadłam do jego samochodu, którym okazał się być biały Citroen C4 Cactus-samochód, który kocham.
-Łał...- usiadłam na przednim siedzeniu
- Chyba ci się podoba.-uśmiechnął się
-Tak...
Ruszyliśmy. Przez całą drogę panowała cisza, dopiero pod olbrzymią,trzypiętrową willą Alan odezwał się.
-Wysiadka-odpiął pas
-To twój dom?- posłusznie wysiadłam z samochodu
-Nie, wysiadłem u sąsiada. No przecież, że mój-chłopak puścił oczko-Chodź, nie będziesz przecież stała na podwórku-znów złapał mnie za rękę i pociągnął do środka. Moim oczom ukazało się wspaniałe, nowoczesne wnętrze, wykończone wieloma detalami.
-Nie jest ci gorąco?-blondyn patrzył na mój czrny sweter, pod którym miałam bluzkę z krótkim rękawkiem.
Dopiero teraz przypomniałam sobie o tym, że ukrywam pod nim jeszcze świeże rany od żyletki. Chłopak widząc moje przerażenie zapytał:
-Coś się stało?
-Nie... Nic, nic!... -zakryłam ręce
-Pokaż.
-Ale co?Nie wiem o czym mówisz...
-Mi możesz zaufać. Pokaż, proszę... -wyciągnął dłoń Co robić???Dać, czy nie? Co jeśli wygada?? Aghh...
Podałam mu moją lewą rękę. Alan delikatnie odsunął rękaw, spodziewając się tego, co tam zobaczy. Jednak jego wyraz twarzy na to nie wskazywał.
***
--------------------------
Wbijać na aska!:3
Sorki,że taki krótki, ale właśnie rozpoczął się główny wątek ^^
 

 
Od rozmowy z blondynem minął cały dzień, a ja czułam, jakby mijały lata... Znowu szłam korytarzem ze słuchawkami na uszach i nie wiem kiedy dołączył o mnie Alan.
-Hej-zagadał idąc obok mnie
-O, hej-odwóciłam się w jego stronę i stanęłam.
-Ja co do dzisiaj-uśmiechał się-Pasuje ci o 16 pod szkołą?
-Jasne, nie ma sprawy-odwzajemniłam mu uśmiech
-To do zobaczenia, cześć. -Cześć
Szłam właśnie na ostatnią moją lekcję-biologię.Jak ja nienawidzę tego przedmiotu...
Weszłam do klasy i akurat zadzwonił dzwonek. W ławcze czekała już na mnie moja przyjaciółka- Evanlyn. Szatynka uśmiechnęła się i pomachała,abym podbiegła do niej.
-Ej mam newsa!-powiedziała gdy usiadłam obok-umówiłaś się z Alanem na dzisiaj?
-Skąd to wiesz?-zdziwiłam się
-Jeden z jego kolegów nie umie dotrzymać tajemnicy...Podobno Alan miał się umówić dziś z dziewczyną, na której mu zależy i jej powiedzieć...
-Jaja se robisz....-wyjęłam książki
-No sęk w tym, że nie!...Jutro dajesz mi streszczenie WSZYSTKIEGO.... Jasne?
-Dobra kryj mnie, ide spać... ta baba i tak od biurka nie odchodzi...
I zasnęłam. Obudziła mnie Evanlyn kilka minut przed dzwonkiem
-Wstawaj...!-potrząsnęła mną
-Co?Już?Która jest? -15:50, za pięć minut dzwonek, pakuj się.
-Za 10 minut jestem umówiona z Alanem...-szepnęłam
-To pędem do łazienki i się ogarnij, a nie! Ughhh...
-Dzięki, dodałaś mi otuchy
Zadzwonił dzwonek. Czym prędzej wyszłam z klasy i udałam się do łazienki. Szybko poprawiłam makijaż i włosy. 15:58. Szlag! Pobiegłam w stronę wyjścia i już spokojnym krokiem szłam po dziedzińcu. Stanęłam obok fontanny i czekałam na blondyna. Nie trwało to długo.
-Hej-stanął obok mnie-idziemy?
-Hej. Tak.-spojrzałam w jego cudowne, niebieskie oczy... -Jedziemy do mnie, mam samochód, chodź.-złapał mnie za rękę i poszliśmy w stronę parkingu.
***
---------------
Kocham moich askowiczów !^^
 

 
Szłam szkolnym korytarzem z zaciśniętymi zębami słuchając muzyki w słuchawkach, gdy zobaczyłam go przed sobą.
Wysoki i szczupły blondyn, który był marzeniem każdej dziewczyny w naszej szkole stał przede mną i uśmiechał się delikatnie.
-Hej-powiedział w końcu
Odezwał się...do mnie?!! do niewysokiej,nieśmiałej i olewanej,brunetki?
- Ty tak do mnie?- rozejrzałam się wokół -Tak, do Ciebie, śliczna. Alan jestem.-blondyn wyglądał uroczo
-To w takim razie hej-wyjęłam słuchawkę z ucha.-Elisabeth.Potrzebujesz czegoś?
-Właściwie... to tak.
-No to słucham-uśmiechnęłam się
-Mam kłopoty w matematyce-patrzył w podłoge-a pani Jenkins, powiedziała, że masz dobre oceny imoże mi pomożesz- spojrzał na mnie
-Rozumiem. Tak. Dobrze, to kiedy?
-Kiedy masz czas-ucieszył sie
-Ja mogę zawsze,zależy od ciebie
-Jutro?Wtorek?
-Jasne. Gdzie?
- Złapę Cię jeszcze na korytarzu i sie zgadamy,ok?
-Ok
-No to cześć-uśmiechnął się
-Cześć-odwzajemniłam uśmiech i oboje odeszliśmy w swoje strony swoje strony
Nie mam pojęcia, jakim cudem udało mi się wyduśić coś z siebie... Rozmawiałam z największym ciachem w szkole! I mam mu pomagać w nauce.Elisabeth uspokuj się! Idź do łazienki i ochłoń.
Po kilku chwilach znalazłam się pod toaletą. Od razu usłyszałam rozmowę, więc nie wchodziłam do środka.
-Słyszałaś, że Alan Cathy się zakochał?
-Naprawdę?
-Nie rób se nadziei... Podobno miał umówić się z nią na korki z matmy.
-Musi być kujonką.... Mówił mi ,że też chodzi do 2-giej klasy w naszym liceum....Ma brązowe długie włosy i zielone oczy...
Mówią o mnie?!?! Wejdę i zobaczę jak zareagują...Podeszłam do umywalki i umyłam ostrożnie twarz, aby mój delikatny makijaż się nie rozmazał. Zacisnęłam trochę mocniej warkoczyka, którego oplotłam wokół głowy i stwierdziłam, że mogę wyjść. Stałam pod toaletą i nasłuchiwałam.
-Nawet ładna...
-Jeśli to wogóle ona....
-Ja i tak jestem ładniejsza...! Achhh... niczego więcęj się nie dowiem... lepiej pójdę na lekcje....
***
---------------------
Liczę na zostawienie komentarza ;3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 

- Co ty sobie myślisz?!- jak zwykle zdenerwowany głos ojca, bardziej stwierdził niź zapytał.
-Mam tego dość! To przez CIEBIE mama nie żyje! Nie obwiniaj mnie o to, że za nią tęsknię!-wykrzyczałam.
-Ale to nie powód,by się ciąć!
-Zaraz mnie coś trafi…-pojedyńcza łza spłynęła mi po policzku-Żyłam, bo chciałam bronić przed tobą mamę… To przecierz nie jej wina, że trafiła na ciebie…
Poczułam pieczenie na policzku.Szybko złapałam się za bolące miejsce.
-Właśnie przed tym ją broniłam.
-Elisabeth…Marsz do pokoju…jeżeli jescze raz zobaczę, że się tniesz…-ojciec starał się uspokoić
Więcej jego wypowiedzi nie słyszałam. Zatrzasnęłam za sobą drzwi do pokoju i zamknęłam je na klucz, po czym usiadłam na łóżku wpatrując się w okno. Od śmierci mamy minął miesiąc, a ja nadal się nie pozbierałam, choć w małym stopniu. Mama zginęła w wypadku samochodowym, przez głupotę mojego ojca… Nie wiedziała, że był pijany… Słuchałam ich kłótni już 17 lat, czasami tylko płakałam w pokoju, czasami przytulałam mamę,gdy ona płakała, a czasem sama wrzeszczałam na ojca, by nas w końcu zostawił… Bywało różnie… Ale teraz wiem, że skoro mamy nie ma, ja nie mam po co żyć… popełnię samobójstwo… ale jeszcze nie dziś… niedługo…
------------------------------------------------------
 

 

Witajcie moi mili!
Chciałabym Wam opowiedzieć peweną historię… Trochę smutną, troche z happy’endem, troche romantyczną, ale na pewno inną niż wszystkie….
Na początek poznajcie Elisabeth-główną bohaterkę tej opowieści.Elisabeth ma 17lat i chodzi do 2 klasy West High School w Ameryce. Skrycie kocha się w Alanie Cathy’m- 18-nasto letnim ciachem uczęszczającym do tej samej szkoły.A co dalej? Tego dowiecie się później
Miłego czytania !:33